Dziś przeżyłem... Przeżyłem też szok i ogromne rozczarowanie.

Kitesurfing i wszystko z nim związane.
Awatar użytkownika
apek
Posty: 847
Rejestracja: 03 cze 2012, 09:42
Deska: Naish
Latawiec: Naish
Postawił piwka: 45 razy
Dostał piwko: 63 razy
 
Post29 lis 2019, 11:33

jak przepada to bez wiatru, a przy skoku przejmujesz siłę na ręce, a później przy lądowaniu wraca szybko na hak, kiedy kierujesz latawiec na hals. Ja zaobserwowałem to u siebie, kiedy kilka razy przy z pozoru prawidłowo przebiegającym skoku, traciłem bar tuż po lądowaniu.

Awatar użytkownika
MarekH
Posty: 191
Rejestracja: 02 wrz 2013, 17:56
Deska: Cabrinha ACE, Cabrinha Stylus
Latawiec: Cabrinha Switchblade, Contra
Lokalizacja: Lębork
Postawił piwka: 6 razy
Dostał piwko: 13 razy
 
Post30 lis 2019, 00:07

apek pisze:
Mincek pisze:
heja banana pisze:Czytałem ale nigdy mi chicken nie spadł z haka i zastanawiam się jak to jest możliwe:)



a mi spadl nie 1 raz i to przy wpietym donkey dicku.. nic nadzwyczajnego...

spada jak przy skoku zaciągasz mocno bar i tak lecisz, chicken loop na haku nie jest napięty, ale jest luźny, to czasem przy odpuszczeniu baru czasem przy niekorzystnym ułożeniu chicekn loopa, donkey dick nie utrzyma i zaskoczonemu kiterowi wyrywa bar z dłoni.
Trzeba się pilnować, aby nie przeciągać baru i na przykład w czasie lotu nie opierać go na haku.


Tak właśnie mogło być w moim przypadku.
Dobry tip, muszę zapamiętać.

Awatar użytkownika
Fin
Posty: 788
Rejestracja: 05 lip 2004, 18:11
Deska: F1 Trax HRD
Latawiec: Core Riot XR3 12/9/7
Lokalizacja: Poznań
Postawił piwka: 36 razy
Dostał piwko: 17 razy
 
Post02 gru 2019, 16:36

apek pisze:może się nadal obnosi ze swoją arogancją na tym forum, ale na wodzie nie wymagaj żeby inni z tego powodu na narażali się na kłopoty, tak jak Twój kolega, który Ci pomagał. Następnego pomocnika mogło spotkać to samo. Pora się pouczyć zasad self rescue i nie psuć innym pływania.
W żadnym przypadku nie było mowy o biernym dryfowaniu, a porzucenie latawca, kiedy on nie generował niekotrolowanej siły było błędem.


Nie psuć innym pływania … ty to na serio ? Nikogo nie oceniam odnośnie pomocy bo to na naprawdę trudna i ryzykowna sprawa szczególnie w listopadzie. Sam zwoziłem kumpla z całym sprzętem na przy side-off-shore na Valdevaqueros w Tarife, ale tam akurat by dotrzeć do brzegu może było spływać side. Tak jak ktoś pisał nie wyobrażam sobie tego pod wiatr. Akcja trwała z dobrą godzinę. Parę sezonów później już jakiemuś obcemu kiteciarzowi podawałem deskę w tym samym miejscu przy 45+ knt. Było na wodzie może ze 3 i w takich warunkach nawet podanie deski jest potencjalnie niebezpieczne dla ratownika …

Ale nie wyobrażam sobie natomiast nie zrobić dwóch rzeczy:
1. Podpłynąć i zapytać się czy jest potrzebna pomoc. Chyba, że w miejscu gdzie jest osoba potrzebująca jest jakiś cień wiatrowy/wiatr jest na tyle niepewny że zdechnie/odległość jest zbyt duża, że nas to naraża na podzieleniu jego losu to patrz punkt nr 2.
2. Wrócić do brzegu. wylądować i dzwonić po SAR. Skoro doskonale wiecie, że SAR z Gdynii czy helikopter to 1h-1.5h to po wykonaniu telefonu do SAR jeżeli jesteśmy lokalesami to szukamy innej najbliższej opcji może jakiś bosman/rybak w Rewie/Osłoninie/Pucku jest w stanie pomóc. I od razy mówię nie wiem nie jestem lokalesem czy coś jeszcze jest na wodzie i czy w danych warunkach jest to bezpiecznie dla ochotniczego ratownika, ze względu czym płynie/skąd, jaka fala, siła i kierunek wiatru.

Zgadzam się, żeby liczyć siły na zamiary na off-shore w listopadzie, ale po fakcie to chyba już nie ma sensu tego rozpatrywać … tylko starać się mu uratować życie …

Awatar użytkownika
apek
Posty: 847
Rejestracja: 03 cze 2012, 09:42
Deska: Naish
Latawiec: Naish
Postawił piwka: 45 razy
Dostał piwko: 63 razy
 
Post02 gru 2019, 19:19

tak całkiem serio wytknąłem zaniedbania w wyszkoleniu, nie była to sytuacja z której nie można było wybrnąć samemu, a co dopiero we dwóch, ale bohater zdawał się tego nie przyjmować, odpowiadając arogancko.

Pływanie w tym roku w listopadzie na Zatoce nie było żadnym ekstremalnym wyczynem, a temperatury wody i powietrza były względnie wysokie.

Z ratowaniem na wodzie, jest tak, że jeśli ktoś się nie czuje na siłach i nie wie jak to zrobić, to lepiej niech się za to nie bierze, bo za chwilę trzeba będzie ratować kolejnego, co innego z szukaniem pomocy dla zagrożonego na inne sposoby.

Awatar użytkownika
MarekH
Posty: 191
Rejestracja: 02 wrz 2013, 17:56
Deska: Cabrinha ACE, Cabrinha Stylus
Latawiec: Cabrinha Switchblade, Contra
Lokalizacja: Lębork
Postawił piwka: 6 razy
Dostał piwko: 13 razy
 
Post02 gru 2019, 22:54

apek pisze:tak całkiem serio wytknąłem zaniedbania w wyszkoleniu, nie była to sytuacja z której nie można było wybrnąć samemu, a co dopiero we dwóch, ale bohater zdawał się tego nie przyjmować, odpowiadając arogancko.

Pływanie w tym roku w listopadzie na Zatoce nie było żadnym ekstremalnym wyczynem, a temperatury wody i powietrza były względnie wysokie.

Z ratowaniem na wodzie, jest tak, że jeśli ktoś się nie czuje na siłach i nie wie jak to zrobić, to lepiej niech się za to nie bierze, bo za chwilę trzeba będzie ratować kolejnego, co innego z szukaniem pomocy dla zagrożonego na inne sposoby.



Przepraszam Cię kolego, ale arogancji nie było w moich słowach, może jedynie w Twoim kierunku, po kilku Twoich niezbyt wybrednych komentarzach.
Nie znasz mnie, nie znasz mojego kolegi, nie byłeś na miejscu. Notorycznie ignorujesz fakt nieudzielenia JAKIEJKOLWIEK pomocy, a to jest głównym tematem mojego wpisu.
Nie wiem, co ja bym zrobił w takiej sytuacji, ale na pewno olałbym "fajną sesyjkę" i szukał rozwiązania problemu. Do części to ciągle nie dociera. Widać w tym sporcie robi się tak jak w każdym innym, który zatacza coraz większe kręgi. Kiedyś w górach czy na morzu ludzie sobie pomagali, teraz każdego interesuje czubek własnego nosa i wykonanie kolejnego triczku.
Wytłumaczysz mi fakt, że obcy, niepływający, przypadkowi przechodnie proponowali mi pomoc na kilka sposobów a siedzący na brzegu kajciarze nawet nie zapytali co się stało? Obok mojej deski przepłynęło na 100% parę osób. Nikt jej nie podjął. Takie to trudne? Nikt nie musiał mnie holować do brzegu pod wiatr, bo to oczywiste, że było to niewykonalne. Ale przepływając obok zapytać, czy wszystko ok, też było trudno? Albo zrobić kilka krótkich halsów asekurując, też się nie dało? Jakoś kompletnie tego nie potrafię zrozumieć. Dla Ciebie, widzę to normalka i dlatego nigdy się nie zrozumiemy.
Nie oceniam Cię tak jak Ty mnie, po prostu widzę, że nadajemy na kompletnie innych falach. Daj mi już proszę spokój. Może lepiej idź pływać, obaj to kochamy, ale ja w tym roku czekam już na śnieg i lód, więc na pewno się nie spotkamy na wodzie. Może lepiej, żebyśmy nigdy się nie spotkali. Dla mojego dobra, bo Ty z tego co widzę pomocy nigdy potrzebować nie będziesz. :thumb:

Awatar użytkownika
apek
Posty: 847
Rejestracja: 03 cze 2012, 09:42
Deska: Naish
Latawiec: Naish
Postawił piwka: 45 razy
Dostał piwko: 63 razy
 
Post02 gru 2019, 23:44

MarekH pisze:
apek pisze:w drugim porzucenie latawca, z powodu braku wiatru przy brzegu, co go miało wywiać?,


Nie będę kolejny raz szczegółowo opisywał, bo i tak nie przeczytasz ze zrozumieniem.

apek pisze:w trzecim wybór drogi do brzegu pod wiatr, pod prąd, pod falę (jeśli na prawdę tak było), nie walczy się z prądem


Jak to łatwo się wymądrzać i kwestionować każde zdanie, no nie? Tak. Płynąłem pod wiatr, pod falę i pod prąd. Pływaliśmy przy offie. Jestem przekonany, że coś Ci to mówi. Na pewno jesteś bardziej doświadczony ode mnie, więc nie będę tłumaczył więcej.
A może było najbliżej? Pomyślałeś o tym? Do tego brzegu miałem z 200 może 300m, do tego z wiatrem falą i prądem 2,5km.

apek pisze:Widać że na instruktorach zaoszczędziliście obaj


To stwierdzenie jest o tyle nieuprawnione, co wręcz chamskie.

Pewnie jesteś jednym z tym, którzy na wodzie widzą tylko czubek własnego nosa. Przekonani o swojej nieśmiertelności i mających w d... wszystkich innych pływających.


.


A co to było?
Pamiętaj, że wrzuciłeś temat na forum oskarżając innych, którzy w tym czasie tam pływali.

JanuszD
Posty: 673
Rejestracja: 15 paź 2013, 09:15
Deska: TS/Hadlow/Spike
Latawiec: Rebel/Dyno/XR4
Lokalizacja: MediolanPoznan
Postawił piwka: 31 razy
Dostał piwko: 44 razy
 
Post03 gru 2019, 09:10

apek pisze:Z ratowaniem na wodzie, jest tak, że jeśli ktoś się nie czuje na siłach i nie wie jak to zrobić, to lepiej niech się za to nie bierze, bo za chwilę trzeba będzie ratować kolejnego, co innego z szukaniem pomocy dla zagrożonego na inne sposoby.


Tak z ciekawości, zaliczasz się do tych co by umieli pomóc, zwieźć latawiec i podać deskę czy do tych co nie umieją?

Awatar użytkownika
apek
Posty: 847
Rejestracja: 03 cze 2012, 09:42
Deska: Naish
Latawiec: Naish
Postawił piwka: 45 razy
Dostał piwko: 63 razy
 
Post03 gru 2019, 09:51

zaliczam się do tych co pomagają i sam pomoc przyjmowałem

Awatar użytkownika
apek
Posty: 847
Rejestracja: 03 cze 2012, 09:42
Deska: Naish
Latawiec: Naish
Postawił piwka: 45 razy
Dostał piwko: 63 razy
 
Post03 gru 2019, 10:08

JanuszD pisze:
apek pisze:Z ratowaniem na wodzie, jest tak, że jeśli ktoś się nie czuje na siłach i nie wie jak to zrobić, to lepiej niech się za to nie bierze, bo za chwilę trzeba będzie ratować kolejnego, co innego z szukaniem pomocy dla zagrożonego na inne sposoby.


Tak z ciekawości, zaliczasz się do tych co by umieli pomóc, zwieźć latawiec i podać deskę czy do tych co nie umieją?

A przy okazji przypomniałem sobie wczesno wiosenne albo nawet zimowe pływanie na Domaniowie, kiedy to Ty zgubiłeś deskę i nie mogłeś jej odzyskać i nie miałeś wtedy pretensji do Twojego kolegi, który pływał obok Ciebie, ani do mnie który to widział z daleka z brzegu, że nie ruszyli do CIebie na pomoc. Wtedy sam wybrnąłeś z sytuacji pożyczając deskę od kolegi i odnalazłeś zgubę.
Twój kolega dopiero zaczynał i niewiele mógłby zdziałać przy tym szkwalistym, nierównym wietrze, kiedy sam walczył o przetrwanie.

JanuszD
Posty: 673
Rejestracja: 15 paź 2013, 09:15
Deska: TS/Hadlow/Spike
Latawiec: Rebel/Dyno/XR4
Lokalizacja: MediolanPoznan
Postawił piwka: 31 razy
Dostał piwko: 44 razy
 
Post03 gru 2019, 10:21

apek pisze:A przy okazji przypomniałem sobie wczesno wiosenne pływanie na Domaniowie, kiedy to Ty zgubiłeś deskę i nie mogłeś jej odzyskać i nie miałeś wtedy pretensji do Twojego kolegi, który pływał obok Ciebie, ani do mnie który to widział z daleka z brzegu, że nie ruszyli do CIebie na pomoc.


Oczywiście, że nie miałem pretensji bo pływam na swoją odpowiedzialność. Aczkolwiek mój kumpel mimo, że się dopiero uczył, szukał mojej dechy. Inna sprawa, że nie potrafił jej znaleźć.

Twoim problemem jest to, że patrzysz pod kątem Domaniowa, gdzie zawsze masz brzeg. W najgorszym wypadku lądujesz na przeciwległym brzegu i masz spacer z buta.

Jeśli ktoś widzi coś więcej niż czubek własnego nosa to się zainteresuje co się dzieje z innym kajciarzem i tyle z mojej strony w tym temacie.

Od samego początku nie chodzi o to czy ktoś jest odpowiedzialny czy nie, że pływa w listopadzie tylko o to, że nikt im nie pomógł. Nie dociera to do Ciebie.

Awatar użytkownika
apek
Posty: 847
Rejestracja: 03 cze 2012, 09:42
Deska: Naish
Latawiec: Naish
Postawił piwka: 45 razy
Dostał piwko: 63 razy
 
Post03 gru 2019, 11:06

Ja tu nie mam problemu, przywołałem przykład Domaniowa bo Ty tam byłeś bohaterem akcji, w której jest trochę analogii do sytuacji w Rewie, gdzie znowu nie było ekstremalnie, do brzegów blisko, a wywiewka porzucony latawiec wywiała do Osłonina. Na Domaniowie pływa się znacznie trudniej niż w Rewie.

Tak samo jak ja ocenili sytuację autorzy pierwszych komentarzy w tym wątku, do których odniosłeś się co najmniej niegrzecznie.

Awatar użytkownika
kukems
Posty: 1488
Rejestracja: 17 mar 2007, 21:51
Postawił piwka: 1 raz
Dostał piwko: 2 razy
 
Post06 gru 2019, 17:22

Prawda jest taka że zarówno ludzie nie pomagają jak i przeceniają umiejętności i zagrożenia.

Pływasz w listopadzie na off w Rewie to jak coś idzie nie tak krzyczysz machasz rękami zrywasz sprzęt. Zamiast ryzykować odzyskanie latawca w takich warunkach.

Sam miałem nieprzyjemną sytuację dość zabawną. Pływałem w Kuźnicy po stronie zatoki, gdzie głównie pływali na wavówkach w sumie nie wiem czemu fala tam mierna ale to już każdy pływa jak lubi. Niestety spadła mi deska i jakież było moje zdziwienie gdy się okazało że unoszę się jak spławik na wodzie. Miałem za dużo powietrza w sucharze. Woda była diabelsko zimna. Bałem się zgubić deskę z oczu więc czekałem aż dopłynie blisko brzegu. Niestety pół godziny taplałem się w tej pieruńsko zimnej wodzie a wystarczyło żeby mi ktoś pomógł. Jak już udało mi się to wreszcie jeden ziomek dopłynął do mnie więc to było miłe (chociaż za późno). Ale, ALE:

- nie miałem pretensji do innych o to że nie podpłyneli mi pomóc
- byłem bardzo rozczarowanych ich postawą, kiedyś jak pływaliśmy w kilku zimą to nie było mowy o takiej akcji, każdy każdego pilnował

Zawsze pływaj onshore blisko brzegu nie będziesz miał kłopotów. Jak pływasz offshore to licz się z tym że będziesz musiał wrócić wpław. Zanim tego się podejmiesz przećwicz bardzo dobrze body dragi. Przećwicz bardzo dobrze self-rescue. Jak ktoś nie umie to z latawcem może zamiast Cię uratować wręcz zrobić krzywdę. Każda akcja ratunkowa na kite to jest ryzyko bardzo łatwo jest się splątać tym bardziej jak nie wiem czy osoba ratowana umie obsługiwać sprzęt odpowiednio.

Widziałem już serię dziwnych sytuacji ludzi którzy dryfowali w oczekiwaniu na pomoc ale od sprzętu się nie odłączy. Raz mu się uda, drugi raz mu się uda a za trzecim razem już nie. Do tego problem szkółek godzinowych. Gdzie nikt nie uczy self rescue bo to strata czasu.

Podsumowując REWA OFFSHORE TO NAJNIEBEZPIECZNIEJSZY SPOT NA ZATOCE

Dlaczego? Bo jest idealne masełko, ludzie pływają więc daje to poczucie złudnego bezpieczeństwa. Tymczasem robi się tam momentalnie głęboko a zazwyczaj wywiewka idzie prosto w zatokę i przecina kursy dużych statków które wchodzą do Gdańska i Gdyni. Mając to na uwadze zawsze ale to zawsze pływam max 30-50m od brzegu z reguły jest tam jeszcze grunt. Dzięki temu w sytuacji gdy wypięła mi się linka z latawca (na szczęście nośna) to jestem w stanie wrócić ze sprzętem do brzegu o własnych siłach

unhooked
Posty: 380
Rejestracja: 04 kwie 2011, 14:40
Postawił piwka: 6 razy
Dostał piwko: 23 razy
 
Post19 gru 2019, 15:16

MarekH pisze:Rewa 15 listopada 2019, godzina ok 13.15, pływamy na offshorepo stronie cypla od zatoki.
Po nieustanym lądowaniu, chickenloop obrócił się i zjechał prawie całkowicie z haka trapezowego.
/////
Pozdrawiam "kolegów" pływających dziś w Rewie...


Cześć! Mam nadzieję, że po miesiącu emocje nieco opadły. Z opisanej przez Ciebie sytuacji nie wynika jednoznacznie jakie były warunki tego dnia. Niestety mnie tam nie było, więc ciężko ocenić dlaczego nikt Tobie nie pomógł. Spot znam całkiem dobrze, więc poniekąd rozumiem, że sytuacja była patowa - zarówno dla Ciebie jak i ludzi na cyplu. Odpalając archiwum pogody, widzę że ok godz. 13 wiało w granicach 13kts. Z Twojego opisu wnioskuję, że wiatr był południowo-wschodni. Skoro miałeś fale, to wnioskuję, że byłeś zdecydowanie za daleko od linii brzegowej. Proszę, popraw, jeśli było inaczej. To jest akurat bardzo ważne w tej sytuacji i spróbuję wyjaśnić dlaczego.

1. Jeśli ludzie z brzegu widzą, że Twój kolega poleciał pomagać, to całe szczęście, że nie podpłynęła trzecia osoba do pomocy - na 99% byście się splątali tam.
2. Jeśli wiało granicznie offshore, to też zrozumiem dlaczego nikt nie podpłynął - po prostu nie dałby wrócić, tym bardziej holując latawiec\deskę\Ciebie.
3. Jeśli wiało z domieszką południa, to na zachodzie tworzy się dziura, z której ciężko się wydostać - taka pułapka naturalna, dodatkowo tam czasem rozstawiane są sieci rybackie. Natomiast na północny wschód prosta droga do Kuźnicy.
4. Ludzie, którzy przytaczają kodeks karny nie zdają sobie sprawy, że w takich warunkach pomoc bez odpowiedniego sprzętu osobie przy offshore jest bezpośrednim narażaniem siebie na "niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu".

W związku z tym, że Rewa jest jednym z najlepszych spotów do pływania przy wietrze offshore, niestety często takie sytuacje tam występują. Ale to nie dlatego, że ludzie są tacy źli, tylko dlatego, że za każdym razem próba pomocy jest swojego rodzaju tzw. dylematem wagonika. Tym bardziej w Listopadzie...

W tym temacie należałoby zadać jedynie pytanie, czy ktoś z osób przebywających na cyplu się zreflektował, żeby zgłosić akcję na SAR? Nie wiemy tego.

Awatar użytkownika
3msto
Posty: 534
Rejestracja: 04 paź 2009, 20:29
Lokalizacja: Gdynia
Postawił piwka: 9 razy
Dostał piwko: 45 razy
 
Post25 gru 2019, 22:56

pozwolę sobie dodać kilka słów, pływam na Rewie od wielu lat i akcji tego typu wiele widziałem i w kilku brałem udział . Pomijając fakt że kiedyś w zimie na Rewie pływała zgrana stała ekipa która coś tam ogarnia a teraz widzę mnóstwo bardzo słabo pływających ludzi co w styczniu na wywiewkę się pchają :pray:

W Twoim przypadku kolego pływając na offie ja osobiście zrobiłbym tak - , JEŚLI MASZ AWARIĘ TO ZRYWKĘ ROBISZ JAK NAJSZYBCIEJ, WRĘCZ NATYCHMIASTOWO ( wszelkie próby odkręcenia , odwinięcia , przewinięcia , odplątania , restartu w większości przypadków spowodują że będziesz już bardzo daleko od brzegu a przed chwilą byłeś rzut beretem :| )
1.
jeśli jesteś jeszcze blisko brzegu i dajesz radę ze zleashowanym latawcem płynąć wpław to pedałujesz ile wlezie , kolega z którym pływasz zabiera Ci deskę co najwyżej i asekuruje gdzieś w pobliżu uważając na siebie , jeśli jest lipa i walczysz z prądem, wiatrem to walić latawkę ( kolega nawet niech się nie waży po nią płynąć w listopadzie na wywiewce )
2.
jeśli z jakiegoś powodu nie zrobiłeś punktu pierwszego i jesteś już dość daleko od brzegu to machasz rękoma o pomoc - wiesz jaki jest znak wzywania pomocy na wodzie ? ??? ( zapewniam że prawie każdy który zobaczy ten gest przejmie się twoim losem i zareaguje )
kolega zapieprza do brzegu i woła o pomoc kogokolwiek , ktoś z brzegu już będzie Cię obserwował i ewentualnie wezwie SAR , call 112
jeśli kolega ogarnia i ma wiatr dobry może próbować Cię zholować - dla mnie jest to rzecz mega trudna i prawie nie wykonalna a naraża kolegę na ten sam los co Ciebie
powinieneś dopłynąć do latawki i użyć jej jako żagla aby ciągnął Cię do brzegu - zapewne masz to przećwiczone skoro już pływasz na wywiewce ???
ew. dopłynięcie do latawca i trzymanie się go pozwoli ludziom z brzegu widzieć Cię dość długo mimo że będziesz już daleko .

3. SAR - bzdura że przypłyną za 1,5 h ! wzywałem na Rewę SAR 2 razy . są ...... szybko ( nie napiszę w ile żeby ktoś tu zaraz nie rzucił że jak w 15 min to zajebiście i to nie ma stresu pływania na off bo przecież SAR zaraz będzie ) panowie z SAR dzwonią z łódki do wzywającego człowieka z brzegu i pytają gdzie rozbitek ? czy go widzimy ? jeśli jesteś przy latawce będziemy Cię widzieć .

licz na siebie , przekalkuluj swoje życie ponad sprzęt i reaguj mega szybko szczególnie na offie . Brać kitowa na pewno Cię nie zostawi ale w listopadzie na offie po deskę czy latwiec raczej rozsądny nie będzie się pchał :naughty:
zadajmy sobie na koniec pytanie ! :wink:
- czy wiem jak się wzywa pomocy w wodzie ( jest taki międzynarodowy znak ) ?
- czy wiem , przećwiczyłem choć raz jak się używa latawca jako żagla ?
- czy z kumplem omawiam przed wejściem na wodę co i jak w razie W ?
pozdr Robert

Awatar użytkownika
ninja-x
Posty: 1
Rejestracja: 19 lut 2020, 16:35
Deska: fone trax
Latawiec: rpm/fifty
 
Post19 lut 2020, 17:04

Hej! Założyłem dziś tu konto i trafiłem na ten temat. Wiecie przyjechałem wtedy z kolegami do Rewy i około trafiliśmy na te akcję przy rozkładaniu sprzętu. Z tego co pamiętam Autor na latawcu Cabrinha (chyba) wpadł w kłopoty sprzętowe o jakich wspomina jakieś 30-40m od brzegu (po co tam pływał?). Ciągle pływał wokół niego wspomniany kolega który faktycznie starał się pomóc, wydaje mi się, że dodatkowa osoba z kite w powietrzu nie pomogłaby, w takiej sytuacji mogłoby nawet dojść do splątania co byłoby dopiero problemem i pewnie DLATEGO nikt tam nie popłynął. Kolega stracił deskę maksymalnie z 60 m dalej. Tam NIKT nie pływał bo po co zapuszczać się tak daleko? Dlaczego tyle zwlekaliście? Czemu ktoś miałby ryzykować dla waszego sprzętu? Dlaczego sami ryzykowaliście dla sprzętu kombinując tak długo? Płynąłeś do brzegu jakieś 100-150 m, piszesz, że zalewała Cię woda i fale (zawsze myślałem, że na Rewie jest flat), mam nadzieje, że Twoja pianka nie różni się od innych tak bardzo i zapewnia Ci chociaż trochę wyporności. Co do krzyków usłyszałem ich echo czytając teraz ten post.
Podsumowując. Pokrzywdzony kolega płaczem, żalem i narzekaniem na innych, chce wytłumaczyć swoje nieracjonalne zachowanie, i brak wyobraźni, wielu zaraz łyka i potakuje w ciemno. Nie powinno się wierzyć komuś tylko dlatego, że uważa się za pokrzywdzonego, nie powinno się w ciemno obwiniać grono kitesurferów na bazie jednej opinii.
Peace :naughty:


Wróć do „Forum Główne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 26 gości