Mount Hood i Hood River – narty + kite

Zakaz umieszczania komercyjnych opisów wypraw.
Awatar użytkownika
feel
Posty: 550
Rejestracja: 09 lip 2007, 21:25
Deska: Nobile NHP
Latawiec: Core XR2, GTS
Lokalizacja: Sopot
Postawił piwka: 37 razy
Dostał piwko: 58 razy
Kontaktowanie:
 
Post16 wrz 2015, 22:56

Mount Hood oraz Hood River to miejscówki, które uchodzą za kultowe w świecie narciarskim i kite/windsurfingowym - bynajmniej nie na wyrost!
Tego lata udało mi się je odwiedzić podczas 1 sierpniowego weekendu. Zapraszam do krótkiej relacji.

Dzień pierwszy - narty na Mt. Hood

Każdego lata oglądam serię editów z freestylowych camp-ów organizowanych dla narciarzy na lodowcu na zboczach góry. Najlepsi narciarze freeski szkolą tam nowy narybek. Wymarzone kolonie dla każdego aktywnego dzieciaka!
Jeden z ostatnich filmów z tego roku - to właśnie oglądając te edity zapragnąłem odwiedzić Mt. Hood:

phpBB [video]


Moją wycieczkę zacząłem w Seattle w piątek późnym popołudniem. Do podnóża góry dotarłem w nocy. Ponieważ nie padało zrezygnowałem z rozbijania namiotu po ciemku – zamiast tego rozwiesiłem na szybko hamak:

Obrazek

Rano śniadanie na stacji benzynowej – jak widać mit Wielkiej Stopy ma się dobrze w tej okolicy ;)

Obrazek

Po śniadaniu pojechałem od razu do Timberline lodge, skąd startują wyciągi. Ostatnia zima była wyjątkowo słaba (patrz moja relacja z Whistler), więc w tym roku również w lecie było bardzo mało śniegu.
Miałem szczęście, bo był to ostatni weekend funkcjonowania wyciągów, mimo że normalnie są czynne do końca września.

Widok na górę i Palmer Glacier z parkingu:

Obrazek

Obozowy van:

Obrazek

Koszt karnetu to chyba 80$ + wypożyczenie sprzętu jakieś 40$. Karnet taki śmieszny – naklejka przylepiana do drucika:

Obrazek

Po drodze na górę:

Obrazek

Oraz widok z góry:

Obrazek

Obrazek

Jeździ się po tylko po tym dużym płacie śniegu. Zjazd na oko kilkaset metrów długości. Na dole trzeba wypiąć się z nart żeby podejść do krzesełka. Orczyka brak.

Obrazek

Jak widać podczas mojego pobytu było bardzo ciepło, co zachęca do jazdy w letnim stroju. Ponieważ śnieg ma dosyć chropowatą strukturę czasami kończy się to tak ;)

Obrazek

Na skraju lodowca usytuowany jest snowpark do wyłącznego użytku obozowiczów. Nikt tego jednak nie sprawdza, więc zaliczyłem kilka przejazdów na średnich hopkach.
Publicznie dostępne były tylko 2 przeszkody pod wyciągiem, które tego dnia z zapamiętaniem ujeżdżał Andy Parry (znany z rewelacyjnej serii Traveling Circus). Jego zabawa z tego dnia:

phpBB [video]


Publiczny dostęp do wyciągu kończy się o 14. Wtedy trzeba zjechać z powrotem 2 krzesłami.

Ok – jest 15:00, sprzęt narciarski oddany, więc szybko w drogę na dół, w kierunku rzeki. Może uda się tego dnia jeszcze popływać!
Do Hood River dotarłem po 16. Niestety nie udało mi się wypożyczyć sprzętu kajt tego dnia, więc pozostał mi SUP. Fajna zabawa na bezwietrzne dni, ale mocno frustrująca kiedy warunki na kajt wyśmienite!

Obrazek

Tego dnia kolejny nocleg w hamaku, gdzieś przy skarpie:

Obrazek

Po drodze takie widoki na Mt. Hood i okoliczne winnice:

Obrazek

I tak upłynął mi pierwszy dzień. A w następnym odcinku wreszcie popływamy na kajcie ;)

Awatar użytkownika
feel
Posty: 550
Rejestracja: 09 lip 2007, 21:25
Deska: Nobile NHP
Latawiec: Core XR2, GTS
Lokalizacja: Sopot
Postawił piwka: 37 razy
Dostał piwko: 58 razy
Kontaktowanie:
 
Post20 wrz 2015, 20:37

Dzień drugi – kajt w Hood River
Hood River to kolebka wind i kitesurfingu w tych okolicach US. Stąd pochodzi m.in. Slingshot. Prawdę mówiąc dowiedziałem się o niej stosunkowo nie dawno :oops:
Spot położony jest w miejscowości Hood River, w miejscu gdzie rzeka o tej samej nazwie spływa z Mt. Hood i łączy się z dużo większą Columbia River. To właśnie po tej większej rzece się pływa.
Z powodu ukształtowania terenu tworzy się tu efekt turbiny, który sprawia, że wiatr wieje bardzo często i mocno. Nie ma co patrzeć na prognozy – w sobotę WG pokazywało do 12kts a wiało około 20, jak z suszarki. W niedzielę podobna prognoza a wiatr 30+ knts. Do tego słoneczne 35°C i nie mam pytań ;)

Latawce rozkłada się obowiązkowo na dużym trawniku, bez doczepiania baru:

Obrazek

Kiedy jest się gotowym do pływania łapie się latawiec „pod pachę” i przenosi się go przez płytki brud łączący brzeg z dużą piaszczystą łachą:

Obrazek

Obrazek

Dopiero na łasze podpina się bar i startuje:

Obrazek

Rzeka Columbia jest bardzo szeroka, więc miejsca jest dla wszystkich wystarczająco. Do tego pływa się z takimi widokami:

Obrazek

Fani przeszkód do dyspozycji mają 2 slidery i 1 kicker położone nieco w dół wiatru od łachy. Ponieważ leżą na zawietrznej to woda jest tam mega płaska.
Jedyny minus to bezpośrednie ujście rzeki Hood, co sprawia, że woda jest dużo zimniejsza niż gdzie indziej, stąd wymagane pianki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Było też sporo dobrze wymiatających dziewczyn:

Obrazek

Po obejrzeniu popisów lokales-ów pierwszego dnia aż nabrałem ochoty kiedyś spróbować…

Ponieważ podczas mojego pobytu wiało przez cały czas pod wieczór na wodzie robiło się zupełnie pusto:

Obrazek

Wypożyczenie sprzętu
To niestety przestaje być różowo. Na miejscu działa kilka szkół kite, ale wypożyczyć kompletny sprzęt jest bardzo ciężko. Większość szkół nie prowadzi takiej usługi, tłumacząc się wysokimi kosztami ubezpieczenia. Z wypożyczeniem samej deski nie ma problemu. Ja znalazłem 2 szkoły, które teoretycznie wypożyczają latawce:
  • New Wind – teoretycznie wypożyczają posiadaczom pełnego IKO3 (ja mam tylko IKO2). W praktyce mają bardzo mało latawców i wypożyczą tylko wtedy, kiedy nie mają żadnych lekcji (po okazaniu karty). Czyli w praktyce w weekend podczas sezonu można zapomnieć…
  • Brian's – sympatyczny Jamajczyk, z którym pogadałem trochę o mojej wyprawie na Jamajkę w lutym, dzięki czemu dało się coś załatwić. Wypożyczają latawce bez żadnych obostrzeń, ale również mają ich mało. Jeżeli przyjedzie się przed otwarciem to jest duża szansa, że się uda.

Ja dostałem prywatny Switchblade 11m:

Obrazek

… a później szkółkowy 9.5m OR Prodigy, kiedy wiało 35+ ;)

Obrazek

Koszt wypożyczenie to chyba 70$ za 4h i 99$ za cały dzień.

Podsumowując – obie miejscówki to mega opcja na lato. Rano narty, po południu kajt! Czego chcieć więcej? :)

Awatar użytkownika
MWILCZ
Posty: 1070
Rejestracja: 08 maja 2012, 09:03
Deska: Foil Moses Fluente, SU-2
Latawiec: Core XR4-6,9,12, CHRONO 18
Lokalizacja: IławaGdańskBrzeźno
Postawił piwka: 20 razy
Dostał piwko: 38 razy
 
Post21 wrz 2015, 08:43

Zajefajnie!!!!!!!

Awatar użytkownika
muminka
Posty: 4
Rejestracja: 17 wrz 2015, 13:07
 
Post22 wrz 2015, 14:43

Przyznać muszę, że w dziedzinie kitesurfingu jestem zielona i jestem tutaj ze względu na latorośl, która gdzieś podpatrzyła kajty i zapragnęła też spróbować. Ale patrząc na te zdjęcia z Hood River to dech zapiera :) Poczuć wiatr w żaglach (tfu, latawcu ;)) musi być zapewne kapitalnym uczuciem! :) Pozazdrościć! Na nartach bym się w życiu tak nie odważyła "latać', chociażby ze względu na te pozdzierane łokcie ;)

Awatar użytkownika
derhase
Posty: 96
Rejestracja: 13 lis 2007, 21:03
Postawił piwka: 2 razy
Dostał piwko: 6 razy
Kontaktowanie:
 
Post13 paź 2015, 09:22

Sztos :) pozazdroscic :D


Wróć do „Relacje z wypraw i pływania”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość