Jukatan, Meksyk (Cancun, Holbox, Progreso, Cozumel, Riviera Maya, …)

Zakaz umieszczania komercyjnych opisów wypraw.
Awatar użytkownika
feel
Posty: 569
Rejestracja: 09 lip 2007, 21:25
Deska: Nobile NHP
Latawiec: Core XR2, GTS
Lokalizacja: Sopot
Postawił piwka: 42 razy
Dostał piwko: 59 razy
Kontaktowanie:
 
Post11 gru 2016, 20:58

W listopadzie udaliśmy się na 10 dniową objazdówkę po półwyspie Jukatan w południowo-wschodnim Meksyku. Wyjazd był głównie turystyczny, więc większość zdjęć w tej relacji będzie nie-kajtowa.

Sprzęt jednak ze sobą wziąłem i w każdym odwiedzony miejscu starałem się trochę popływać. Do quivera spakowałem twintipa i 3 kajty (8, 11 & 17). Z racji rozmiaru bagażu nie wziąłem foila, czego trochę żałowałem. W relacji opiszę każdy z odwiedzonych spotów.

No to zaczynamy :)

Cancun

Podróż zaczęliśmy w Cancun, gdzie lądował nasz czarter z Warszawy. Większość hoteli w Cancun umieszczona jest w tzw Zona Hotelera – długim pasie lądu, po którego jednej stronie znajduje się spora laguna a po drugiej morze karaibskie. W lagunie raczej się nie pływa (np. ze względu na krokodyle ;)), za to od strony otwartego morza jak najbardziej.

Na plaży w Cancun jest wystarczająco miejsca na wystartowanie kajta, choć w szczycie sezonu plaże są podobno mocno zatłoczone:

Obrazek

Wiatrowo wchodzą tu głównie kierunki z E, ale wieje raczej rzadko. My w drodze powrotnej napotkaliśmy samotnego rider’a na Playa Delfines:

Obrazek

Samo Cancun nie specjalnie przypadło nam go gustu – tłoczno, głośno, mnóstwo Amerykanów. W poszukiwaniu czegoś bardziej egzotycznego pierwszego dnia naszego pobytu udaliśmy się łodzią na wyspę kobiet (Isla Mujeres).
Wycieczka była z gatunku obwoźnego „All-inclusive”. Latawców nie brałem, bo prognoza była jednoznaczna.

NA początky wyczeczki spędziliśmy 2h na Playa Norte:

Obrazek

Obrazek

Potem szybciutki, słabiutki snorkling przy latarni i lunch na pobliskiej plaży. Podczas lunchu można też było pomęczyć zabiedzonego, bezzębnego rekina. Słaaaaabo.

Humory poprawił nam barman, który mógłby spokojnie liczyć na angaż do filmu Tarantio :)

Obrazek

Główną atrakcją tej wycieczki, na którą mocno liczyliśmy, była wycieczka do podwodnej galerii „sztuki”. Na głębokość 10m zatopione są przeróżne obiekty, które podziwiać można zarówno snorklując jak i nurkując z butlą:

Obrazek

Po powrocie na stały ląd spotkaliśmy Mariachi przygotowujących się do występu w jednym z hoteli:

Obrazek

Sami udaliśmy się na plażę i relaksowaliśmy się do wieczora:

Obrazek

Zabawa filtrami:

Obrazek

W następnym odcinku opiszę wyprawę na wyspę Holbox, na którą wyjazd organizuje w lutym jedna z większych polskich szkół kajtowych ;)
CDN

Awatar użytkownika
zaaaak
Posty: 1309
Rejestracja: 24 lip 2011, 17:51
Deska: SU2
Latawiec: FX
Postawił piwka: 48 razy
Dostał piwko: 84 razy
 
Post11 gru 2016, 22:13

10 dni...szybko..:)

Awatar użytkownika
BraCuru
Posty: 5899
Rejestracja: 13 mar 2006, 20:56
Deska: BraCuru Foilboards, Moses
Latawiec: The Best of Cabrinha
Postawił piwka: 177 razy
Dostał piwko: 362 razy
Kontaktowanie:
 
Post12 gru 2016, 08:11

feel pisze: Z racji rozmiaru bagażu nie wziąłem foila, czego trochę żałowałem.
CDN

Czekam na kolejne odcinki :thumb:
Brak foila - wstyd! spoty wyglądają jak raj dla foila :naughty:

namor
Posty: 763
Rejestracja: 08 paź 2013, 12:51
Deska: Shinn Patrol & Shinnster
Latawiec: XR4 12m XR5 9+7m
Lokalizacja: Sobieszewo
Postawił piwka: 17 razy
Dostał piwko: 13 razy
Kontaktowanie:
 
Post12 gru 2016, 10:36

Jedna uwaga co do panow z gitarami - to nie Mariachi! Oni musza byc na czarno w sombrerach i swoich pstrokatych krakowskich strojach :)

Piekne miejsce! Pseudo-zlosliwa uwaga pozwolila zneutralizowac zazdrosc :) Dzieki za zdjecia!

Awatar użytkownika
feel
Posty: 569
Rejestracja: 09 lip 2007, 21:25
Deska: Nobile NHP
Latawiec: Core XR2, GTS
Lokalizacja: Sopot
Postawił piwka: 42 razy
Dostał piwko: 59 razy
Kontaktowanie:
 
Post13 gru 2016, 11:01

BraCuru pisze:Brak foila - wstyd! spoty wyglądają jak raj dla foila :naughty:

No niestety, ze względu na "obwoźny" charakter wyjazdu postawiłem na wygodę transportu. Ale na następny wyjazd muszę znaleźć jakiegoś skima dla foila.

namor pisze:Jedna uwaga co do panow z gitarami - to nie Mariachi! Oni musza byc na czarno w sombrerach i swoich pstrokatych krakowskich strojach

Spokojnie, będą też prawdziwi ;)

A wracając do relacji:

Holbox

Następnego dnia opuściliśmy Cancun i pojechaliśmy na wyspę Holbox (czut. Holbosz). Żeby tam dotrzeć należy dojechać do miejscowości Chiquila, skąd co pół godziny odchodzi prom na wyspę. Samochód trzeba zostawić przy porcie na jednym z wielu płatnych parkingów (50 peso za dzień).

Zimy kokos w drodze na wyspę:

Obrazek

Miasteczko na Holbox jest bardzo małe i można je obejść na piechotę. Praktycznie brak tam samochodów. Najbardziej popularnym środkiem transportu są spalinowe wózki golfowe oraz rowery. My zdecydowaliśmy się wypożyczyć ten pierwszy (1200 peso za 24h):

Obrazek

Autostrada wzdłuż plaży:

Obrazek

Jazda wózkami to super zabawa, mimo, że nie rozwijają zawrotnych prędkości. Naszym wózkiem podjechaliśmy pod nasz hotel Casa Takywara, który okazał się rewelacyjny! Miła obsługa, czyste, przestronne pokoje, piękne otoczenie, hamaki i prywatna plaża. I to wszystko w cenie nie wiele większej niż hostel w Cancun!

Nasz pokój:

Obrazek

Obrazek

Bezpośrednie otoczenie:

Obrazek

Obrazek

Droga na plażę:

Obrazek

Prywatna plaża:
Obrazek

Obrazek

Po zameldowaniu się w hotelu postanowiłem spróbować popływa, bo coś tam wiało. Napompowałem 17m i na wodę.

Obrazek

Niestety udało mi się może zrobić 2 halsy w pół godziny. Wiatr wydaje się mocniejszy niż jest w rzeczywistości. Dodatkowo przeważnie wieje z E, więc plaże dostępne do startu są nieco zasłonięte (widać na mapie google). Do komfortowego pływania przydałoby się dużo więcej N. Woda początkowo jest dosyć płytka, więc przy dobrym wietrze dałoby się kogoś uczyć.

Po pół godziny walki z 17m poddałem się:

Obrazek

W oddali widziałem jednak jakieś latawce, więc podjechaliśmy tam naszym wózkiem golfowym. Okazało się, że to właściciele lokalnej szkółki pływają na foilach (mocno się wachlując). Pogadałem chwilę – twierdzili, że sezon wiatrowy właśnie trwa, ale z wiatrem bywa różnie. Z foilem da się pływać prawie codziennie, często w granicznych warunkach. Uczyć też się da – w końcu założyli szkółkę ;)

Obrazek

W sezonie letnim opuszczają wyspę, bo w ogóle nie wieje. A co się robi na wyspie jak nie wieje? O tym w następnym odcinku ;)
CDN

Awatar użytkownika
feel
Posty: 569
Rejestracja: 09 lip 2007, 21:25
Deska: Nobile NHP
Latawiec: Core XR2, GTS
Lokalizacja: Sopot
Postawił piwka: 42 razy
Dostał piwko: 59 razy
Kontaktowanie:
 
Post14 gru 2016, 16:29

No i co robić na Holboxie jak nie wieje :?: Tak na prawdę dużo atrakcji właściwie nie ma, ale chyba o to właśnie chodzi :)

Samo miasteczko można zwiedzić w pół godziny na piechotę. Poza tym jest kilka możliwości wycieczek:
  • kajakiem lub łódką przez las mangrowców
  • do laguny Yalahau na stałym lądzie
  • wózkiem golfowym po wyspie szukając flamingów
  • nurkować z rekinami (poza sezonem kajtowym)
Nam bardzo podobała się jazda wózkiem golfowym po wyspie, co chwila się zatrzymując żeby coś zjeść, popływać itp.

Szczególnie lubiliśmy jazdę po plaży, gdzie m.in. spotkaliśmy rybaków wracających z połowu:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kawałek dalej były ekstra hamaki w wodzie, więc chwilę w nich spędziliśmy:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ta „chwila” przeciągnęła się aż do zmroku:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A po zmroku wiadomo – na miasto! ;) Prawie każdy dom i sklep jest przyozdobiony kolorowymi muralami:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zrobiliśmy się głodni, więc skosztowaliśmy dzisiejszego połowu:

Obrazek

No i na koniec trochę kultury – Sante Muerte Band ;)

Obrazek

I to by było na tyle z atrakcji. Jeżeli ktoś szuka totalnego chillu to Holbox jest w sam raz. Jeżeli jednak potrzebujecie dużej ilość atrakcji i grubych imprez, to lepiej rozważyć inne spoty.

CDN

Awatar użytkownika
feel
Posty: 569
Rejestracja: 09 lip 2007, 21:25
Deska: Nobile NHP
Latawiec: Core XR2, GTS
Lokalizacja: Sopot
Postawił piwka: 42 razy
Dostał piwko: 59 razy
Kontaktowanie:
 
Post15 gru 2016, 19:41

Z Holboxu zrelaksowani pojechaliśmy dalej. Kolejnym spotem na mojej liście było Progreso. Nocleg zarezerwowaliśmy w stolicy Jukatanu - Meridzie. Była to nasza baza wypadowa na 2 kolejne dni.

Po przyjeździe okazało się, że nasz hotel wygląda całkiem dostojnie, niczym jakaś ambasada :)

Obrazek

Obrazek

Mimo że mieszkaliśmy blisko, centrum okolica wydawała się wymarła. Okazało się, że kilka przecznic dalej miał miejsce ślub jakiejś ważnej pary i wszyscy poszli oglądać ceremonię:

Obrazek

My wybraliśmy jednak spacer po mieście i zakupy pamiątek:

Obrazek

Obrazek

Tu podziwiamy dobrze zachowane garbusy – było ich tam bardzo dużo, bo do niedawna były jeszcze w Meksyku produkowane:

Obrazek

Merida słynie z produkcji panamskich kapeluszy, które zawsze wracają do oryginalnego kształtu, nawet po mocnym zgnieceniu. Oryginalne jednak trochę drogie, więc postawiliśmy na podróbki ;)

Obrazek

Obrazek

Ciekawostka - w sklepie z pamiątkami było akwarium, w którym chodziły ŻYWE żuki ubrane w takie kubraczki z biżuterią. Nie doszliśmy, czy kupuje się je razem z żukiem, czy też samo ubranko dla swojego pupila ;)

Obrazek

Margerita po zakupach:

Obrazek

Przy akompaniamencie Mariachi (@namor - tych prawdziwych ;) ):

Obrazek

A w następnym odcinku poszukamy flamingów i popływamy w Progreso :)
CDN

maniak.arek
Posty: 26
Rejestracja: 25 lis 2016, 19:41
Lokalizacja: bytom
 
Post16 gru 2016, 08:12

super zdjecia:) fajnie sie czyta :thumbsup:

Awatar użytkownika
BraCuru
Posty: 5899
Rejestracja: 13 mar 2006, 20:56
Deska: BraCuru Foilboards, Moses
Latawiec: The Best of Cabrinha
Postawił piwka: 177 razy
Dostał piwko: 362 razy
Kontaktowanie:
 
Post16 gru 2016, 11:30

Filip - dzięki za podróż do Meksyku. Oby więcej takich relacji :clap:
Szczerze czekam na kolejne odcinki. Masz naturalny talent do tworzenia klimatu w swoich relacjach.

Awatar użytkownika
feel
Posty: 569
Rejestracja: 09 lip 2007, 21:25
Deska: Nobile NHP
Latawiec: Core XR2, GTS
Lokalizacja: Sopot
Postawił piwka: 42 razy
Dostał piwko: 59 razy
Kontaktowanie:
 
Post16 gru 2016, 18:24

BraCuru pisze:Filip - dzięki za podróż do Meksyku. Oby więcej takich relacji :clap:
Szczerze czekam na kolejne odcinki. Masz naturalny talent do tworzenia klimatu w swoich relacjach.

maniak.arek pisze:super zdjecia:) fajnie sie czyta :thumbsup:


Dzięki :)

Głównym celem naszej wizyty w Meridzie było zobaczenie flamingów w pobliskim Celestun. W sezonie jest ich tam mnóstwo i jest to podobno niezapomniany widok.
Wynajęliśmy łódź i popłynęliśmy na poszukiwania:

Obrazek

Niestety szybko okazało się, że sezon zaczyna się w grudniu :( Dla nas zostały tylko nieliczne niedobitki ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mocno zawiedzeni popłynęliśmy dalej do lasu mangrowców i to uratowało naszą wycieczkę! Kanały między splątanymi korzeniami zrobiły na nas duże wrażenie:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Woda wydaje się mocno kolorowa:

Obrazek

Obrazek

Kolejne „gniazda” termitów:

Obrazek

W jednym miejscu, na ścieżce dla spacerowiczów, wygrzewał się spory krokodyl. Podobno w grudniu , kiedy woda w rzece jest przejrzysta i błękitna, ludzie się tu kąpią. Krokodyle nie są nimi zainteresowane. Podobno… ;)

Obrazek

Progreso

Z Celestun pojechaliśmy na plażę w Progreso, która ma najlepsze statystyki wiatrowe na Juktanie. Najczęściej wieje NE, ale spot obsłuży każdy kierunek poza południowymi.

Szczerze mówiąc, to nie jest tam specjalnie ładnie. Krajobraz zdominowany jest przez kilku-kilometrowy most do jakiegoś terminala portowego (???). Plaża jest raczej wąska i zapełniona barami. Nieco więcej miejsca jest dalej na wschód od mostu. Piasek jednak kończy się szybko i potem są już tylko kamienie.

Wg. Google’a jest tam „Kite Beach”, ale nijak ma się to do rzeczywistości. Po pływaniu podszedł do mnie lokalny instruktor i wytłumaczył mi łamaną angielszczyzną, że on tam mieszka i oznaczył swoją siedzibę ;)

Zmierzyłem jakieś 11knts, więc znowu nadmuchałem 17m i się trochę pobujałem w okolicach tego mostu::

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Spot zaliczony, ale raczej nie do polecenia. Ani pływanie, ani miasteczko, nie zrobiły na mnie specjalnego wrażenia.
Po zachodzie wróciliśmy do Meridy. Następny dzień zapowiadał się ciekawie :)

Obrazek

CDN

maniak.arek
Posty: 26
Rejestracja: 25 lis 2016, 19:41
Lokalizacja: bytom
 
Post16 gru 2016, 21:20

No faktycznie flamingi jakies biedne hihi:) ale krokodyl wypas.... :thumb:

Awatar użytkownika
feel
Posty: 569
Rejestracja: 09 lip 2007, 21:25
Deska: Nobile NHP
Latawiec: Core XR2, GTS
Lokalizacja: Sopot
Postawił piwka: 42 razy
Dostał piwko: 59 razy
Kontaktowanie:
 
Post19 gru 2016, 17:02

Następnego dnia rano opuściliśmy Meridę i udaliśmy się z powrotem na wschód. Naszym głównym celem na ten dzień była piramida Majów w Chichén Itzá. Jest to chyba najbardziej popularny obiekt turystyczny na Jukatanie, stąd chcieliśmy być tam w miarę wcześnie, żeby ominąć tłumy i upały. Z tłumami się nawet udało, z upałem gorzej ;)

Obiektem dominującym jest oczywiści wyżej wspomniana piramida:

Obrazek

Ale nie brakuje innych pozostałość starożytnego miasta. Spotkaliśmy też wielką iguanę:

Obrazek

Po obejrzeniu piramidy w pełnym słońcu marzyło nam się orzeźwienie. Znaleźliśmy je w okolicznej jaskini Ik Kill – wielka dziura w ziemi wypełniona wodą robi wrażenie z góry:

Obrazek

… jak i z dołu:

Obrazek

Na miejscu można pływać, skakać z kilkumetrowych platform i np. nurkować z maską:

Obrazek

Jaskinia tak nam się spodobała, że postanowiliśmy poszukać kolejnych. Nasz wybór padł na 2 jaskinie w Keken, niedaleko Valladolid.

Pierwsza jaskinia to Xquequen – pływa się tu między wiekowymi stalaktytami i stalagmitami, a woda jest nieco zimniejsza ze względu na głębokość i brak promieni słonecznych:

Obrazek

Druga jaskinia to Samula – dosyć płytkie kąpielisko w wielkiej pieczarze, oświetlone przez naturalne światło padające przez dziurę w sklepieniu:

Obrazek

Obrazek

Po wizycie w jaskiniach pojechaliśmy do Tulum, ale o tym w kolejnych odcinkach.
CDN

Awatar użytkownika
feel
Posty: 569
Rejestracja: 09 lip 2007, 21:25
Deska: Nobile NHP
Latawiec: Core XR2, GTS
Lokalizacja: Sopot
Postawił piwka: 42 razy
Dostał piwko: 59 razy
Kontaktowanie:
 
Post21 gru 2016, 18:01

Mimo, że do Tulum przybyliśmy w środku nocy, na plaży było bardzo jasno. To za sprawą mega-księżyca, który widoczny był również w Polsce. Pozwoliło nam to od razu docenić otoczenie naszego hotelu, w którym mieliśmy spędzić ostatnie 5 nocy wyjazdu.

Zdjęcie robione w środku nocy:

Obrazek

Rano przekonaliśmy się, że za dnia jest jeszcze ładniej :) Oto widok z naszego okna:

Obrazek

Nasz ulubiony hamak:

Obrazek

Oraz nasza chatka:

Obrazek

Wnętrze chatki z „artystycznie” pozwijanymi ręcznikami ;)

Obrazek

Pierwszego dnia postawiliśmy na relaks. Zaczęliśmy od pysznego śniadania w pobliskiej restauracji. Stoliki:

Obrazek

Breakfast burrito, tosty fransuskie z karmelizowanym bananem i mega ostry sos habanero:

Obrazek

Inni goście restauracji:

Obrazek

Spot w Tulum

Po pożywnym posiłku postanowiłem trochę popływać, bo się akurat rozwiało. W Tulum, podobnie jak na całej Riviera Maya, wchodzą kierunki z E (najczęściej wieje NE). Wiatr nie jest ani regularny, ani zbyt mocny. NA 5 dni pobytu fajniejsze pływanie było może 2x.

Plaże są wystarczająco szerokie do startu latawca. Można znależć też miejsca z płycizną szeroką na około 100m, więc można próbować uczyć. Zdjęcia poniżej są z plaży koło szkółki Extreme Control. Szkoła ma malutką tabliczkę przy drodze i ciężko ją znaleźć. A jak znaleźliśmy to i tak nikogo tam nie było :)

Tego dnia wiatr był na lekkim offie i często zdychał, więc więcej było podchodzenia niż pływania:

Obrazek

Obrazek

Nauka:

Obrazek

W pewnym momencie z wody wypłynęło 2 rybaków z harpunami wraz ze swoim połowem:

Obrazek

Obrazek


Ogólnie kajt w tej okolicy nie jest chyba zbyt popularny. Przez 5 dni w Tulum widziałem może 2 latawce, z czego jeden początkujących Rosjanek.

I tak spędziliśmy 1szy dzień. Podczas kolejnych udawaliśmy się na coraz dłuższe wycieczki.
CDN

maniak.arek
Posty: 26
Rejestracja: 25 lis 2016, 19:41
Lokalizacja: bytom
 
Post21 gru 2016, 22:31

mega Fajnie zazdroszcze :thumbsup: zdjecia extra :D fajnie ze jest tu ktos kto cos opisuje a nie tylko ludzie którzy chca cos sprzedac.

Awatar użytkownika
feel
Posty: 569
Rejestracja: 09 lip 2007, 21:25
Deska: Nobile NHP
Latawiec: Core XR2, GTS
Lokalizacja: Sopot
Postawił piwka: 42 razy
Dostał piwko: 59 razy
Kontaktowanie:
 
Post23 gru 2016, 18:39

Najbardziej rozpoznawalną atrakcją w Tulum są ruiny Majów. Położone są nad samym morzem, więc widok jest całkiem malowniczy:

Obrazek

Obrazek

Na spacer wokół ruin warto zabrać strój kąpielowy, bo jest tam fajna skalista plaża:

Obrazek

Obrazek

Oprócz ruin ciekawa jest roślinność, przede wszystkim kaktusy:

Obrazek

Obrazek

Oraz liczne zwierzęta i kolorowe ptaki:

Obrazek

Lemury:

Obrazek

Iguany:

Obrazek

Obrazek

Termity:

Obrazek

Po zwiedzaniu warto wybrać się wieczorem do centrum miasteczka. Jest tam oczywiście sporo sklepów z pamiątkami:

Obrazek

Klubów z muzyką na żywo:

Obrazek

Obrazek

Oraz oczywiście restauracji. My upodobaliśmy sobie kramik z meksykańskim fast-foodem. Nikt nas nie rozumiał, więc zamawialiśmy pokazując na to, co jedli inni klienci:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W następnym odcinku popływamy na wyspie Cozumel.
CDN


Wróć do „Relacje z wypraw i pływania”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość